.jpg)
|
Sparrow Plener w Tuchomiu, mimo oczekiwań zdarzenia podobnego do tego w Legionowie, przyniósł zupełnie innej natury doświadczenia i związane z nimi emocje. Jechałem z nastawieniem, że plener minie w niespiesznej atmosferze, gdzie na pewno będzie można znaleźć czas na towarzyskie pogaduchy - bo czasem mieliśmy tym razem, wydawałoby się, dysponować w nadmiarze - poza sesją w młynie i pewnie jakimś leśnym plenerkiem, i właśnie owymi niespiesznymi pogaduchami z przyjaciółmi - nic więcej mi wyobraźnia nie podpowiadała... Jak się bardzo szybko okazało - byłem w całkowitym błędzie - nie doceniłem determinacji kierownika tamtejszego GOKu, Ludwika, który za cel honoru postawił sobie pokazać nam jak najwięcej ciekawych miejsc w okolicy. Okazało się, że we młynie dane mi było spędzić zaledwie jedną godzinę, a resztę pleneru spędziliśmy głównie w drodze zwiedzając okolice Tuchomia. Ale nie myślcie, że żałuję! No może trochę mi żal, że we młynie nie miałem więcej czasu na przemyślenie kadrów, ale ostatecznie miejsca, które nam Ludwik pokazał oraz ludzie, do których nas zaprowadził - warci byli każdej minuty i każdego kilometra poświęconego na dojazd. Na mnie w szczególności zrobiły wrażenie wizyta na położonym w leśnych odstępach cmentarzyku mieszkańców dawnej leśniczówki oraz odwiedziny domu pana Tadeusza Dobrowolskiego... Mam nadzieję, że te ledwo zadzierzgnięte w ciągu praktycznie dwóch dni znajomości uda się wzmocnić podczas kolejnych spotkań w Tuchomiu, szczególnie, że tegoroczny plener przyniósł owoce - jak słychać tu i ówdzie - cieszące się olbrzymim zainteresowaniem tamtejszej społeczności, a Ludwik już planuje jak zorganizować kolejny plener fotograficzny za rok. To bardzo miłe, jeżeli możemy podzielić się owocami swojej pasji z innymi, a jeszcze bardziej - gdy się okazuje, że z naszego hobby może z tego wyniknąć coś pozytywnego dla innych ludzi. Toteż olbrzymią radość sprawiła mi wiadomość, że być może nasza fotograficzna wizyta przyczyni się do ocalenia starej kuźni. Dla mnie wielką stratą by było, gdyby na przykład pamiętająca początki ubiegłego wieku (a może nawet wiek XIX?), piękna maszyna wytworzona w fabrykach Lipska trafiła na złom... Okoliczności niezależne ode mnie sprawiły, że musiałem opuścić plener wcześniej niż planowałem. Ztąd też być może uczucie niedosytu większe - zabrakło mi na tym plenerze okazji do wymiany doświadczeń chociażby w formie podejrzenia i dopytania o techniki, którymi się posługują inni... Ale z tym większym zapałem odliczam tygodnie do kolejnego pleneru. |