Wszystko co związane z Waszą i naszą przygodą przedstawione za pomocą mediów.
Nieograniczone zasoby wiedzy w parze z setkami zdjęć,a wszystko w przyjaznej atmosferze
Zapraszamy !
Piotr Rodzoch Była to druga już moja wizyta na plenerze Cztery Pory z Fuji i przyznam, że jeżeli każdy zlot będzie taki jak poprzedni to będę robił wszystko co w mojej mocy aby móc być na każdym. Po pierwsze - miejsca, w których odbywają się plenery... Skromne, małe miasteczko, o którym najlepiej mówią słowa piosenki SDM "Muszyna". Jak zna mnie większość forumowiczów, w temacie fotografowania preferuję full kontakt z modelem, portretowo i tym podobne klimaty. Wyjazdy na te plenery są swojego rodzaju odskocznią dla mnie, od tematów fotograficznych, których trzymam się na codzień. Jednak plener w Tuchomiu był dla mnie owocny nie tylko w zdjęcia... Nigdy w życiu nie spotkałem tak życzliwych ludzi jak Ludwik Szreder - dyrektor tamtejszego GOK'u oraz wszystkich innych przyjaciół Miśka z Maćkiem na czele ;) , którzy przyczynili się do zbudowania tej cudnej rodzinnej atmosfery - zwłaszcza podczas posiłków - rzec mógłbym, że prawie czułem magię świątecznego stołu gdyby nie deszcz zamiast śniegu ;) - a takie doświadczenia są dla mnie cenniejsze niż najlepsze ujęcia, ale o tym kilka zdań dalej...
Po tym krótkim wstępie chciałbym podziękować Tadeuszowi, za to, że w porę poinformował mnie o tym, że pierwsza miejscowość Tuchom jaką wyznaczyłem sobie na cel podróży jest błędna... Gdyby nie jego interwencja FujiKlub Polska miałby nie jeden a dwa plenery: w Tuchomiu i.... Tuchom(i)u :D Trasa mojego wyjazdu również nie jednego by zdziwiła... Start: Puławy -> Kraków -> Katowice -> tu przesiadka z pkp do auta Mariusza i Magdy -> Brzeg (k. Wrocławia) - tu łapiemy A.Masona i lecimy na 4 kółkach do miejscowości docelowej, między innymi przez Kosowo ;) .. Co najciekawsze 2 razy mijaliśmy znak "Tuchomie 4" :) co się okazało przy pierwszym ktoś zerwał "1" i myśleliśmy, że jesteśmy już prawie na miejscu. Przez tego wandala, Misiek stał przez jakieś 15min na deszczu wypatrująć nas, bo przeca już dawno powinniśmy być... "co oni tak długo jadą te 4km" - zapewne myślał ;)
Streszczać całego przebiegu pleneru nie będę, zrobili to inni, a wystarczy oglądać zdjęcia. Ja już kończąc dodam od siebie tylko, że nigdy nie doświadczyłem takiej reakcji na zdjęcia (nie tylko moje) podczas wystawy... W moim mieście, gdy robi ktoś wystawę, zazwyczaj wygląda to tak, że przychodzi kilka osób na otwarcie, 90% znajomych, 10% obsługi obiektu gdzie wystawiane są prace ;) ... przechodzą obok zdjęć, patrzą i odchodzą... W Tuchomiu, poza tym, że wystawa odbyła się w kapialnych warunkach - starym młynie - ludzie, którzy przyszli oglądać wystawę widzieli niekiedy samych siebie na zdjęciach, swoje domy, drzwi, okna, bramy, znajome miejsca.. Do dziś pamiętam jak ktoś krzyknął "Franek.. patrzaj to ta psina co siedzi u was ciągle na budzie". Aż mi się łza w oku kręciła, gdy widziałem radość osób przybyłych na wystawę, ich radość, ciekawość - bo zaraz to nawiązywały się dyskusje skąd to, jak to, kiedy wybudowano, kto mieszkał itp. Nawet teraz wspominając tą chwilę, brakuje mi słów by to opisywać. Na pewno mogę napisać, że było to NAJPRZYJEMNIEJSZE i najwspanialsze doświadczenie związane z fotografią w moim życiu.
Dziękuję Michałowi za organizację pleneru.
Bardzo serdecznie zapraszam i zachęcam do przyjazdu na "Nasze" wspólne imprezy.