Choćbym nie wiem jak się starał – nie potrafię uciec od porównań ostatniego pleneru z wcześniejszymi.
To trzeci plener w towarzystwie FujiKlub.pl, ale dla mnie wciąż pod wieloma względami unikatowy.
Pierwszy, na który zabrałem swoją rodzinę (ku ogólnemu zadowoleniu - jak się ostatecznie okazało).

Pierwszy plener zimowy. Niby nic, ale decyzja o 9 godzinnej podróży koleją, podczas najbardziej srogiej zimy od 15 lat – była źródłem dodatkowego stresu.
Był to też pierwszy plener, w którym uczestniczyłem tak jak przystało – od pierwszych godzin jego trwania, aż do wystawy kończącej imprezę. Dzięki temu, oraz wspólnej kuchni, w której kwitło życie towarzyskie, po raz pierwszy wyjeżdżałem z pleneru bez niedosytu rozmów o fotografii, kulinariach, i wielu innych tematach…
W przeciwieństwie do poprzednich plenerów – zabrakło nam przewodnika po okolicy.
Na pierwszym plenerze rolę taką pełnił Michał, zapoznający nas z topologią Legionowa i skutecznie podpowiadający gdzie i kiedy warto się wybrać z aparatami zawieszonymi na szyi, w Tuchomiu rolę przewodnika naszej gromadni pełnił Ludwig… a w Mostach mi tego zdecydowanie zabrakło.
Pozytywne natomiast było to, że uczestniczyło nas w plenerze tak wielu (17 osób), ciekawym doświadczeniem okazała się możliwość wypróbowania sprzętu fotograficznego wypożyczonego na czas trwania pleneru z Centrum fotografii Studyjnej (fotoellite.pl).
Z każdym kolejnym plenerem ciągle się uczymy i odkrywamy drobiazgi, dzięki którym możemy działać skuteczniej. Na pewno pozytywna lekcją wyniesioną z pleneru w

Mostkach będzie drukowanie zaproszeń na wystawę poplenerową. Znacznie łatwiej jest przełamać barierę komunikacyjną i poprosić kogoś o pozowanie do obiektywu, wiedząc, że możemy się zrewanżować za to informacją o wystawie i wręczeniem zaproszenia na nią. Coraz większa łatwość w nawiązywaniu takich kontaktów z „miejscowymi”, to w jakiejś mierze również efekt procentujących doświadczeń wyniesionych z poprzednich plenerów – w każdym razie ja bardzo się cieszę, że zagajenie wędkujących na jeziorze wędkarzy przyszło mi już prawie naturalnie.
Kolejną lekcją wyniesioną z pleneru w Mostkach, jest odkrycie, że prezentacja multimedialna wyświetlana podczas trwania wystawy z rzutnika, jest wspaniałym i cieszącym się zainteresowaniem zwiedzających uzupełnieniem fotografii prezentowanych w formie odbitek zawieszonych w antyramach.
Jeżeli miałbym na coś narzekać – to tylko na „wariackie” tempo przygotowywania wystawy i problemy z przesyłką odbitek – zdecydowanie tym razem zabrakło czasu, żeby podyskutować i wymienić opinie o zrobionych przez nas zdjęciach.
Podsumowując – kolejny raz spotkałem się z przyjaciółmi, nauczyłem kilku nowych rzeczy, zrobiłem kilka zdjęć, z których naprawdę jestem zadowolony. Czegóż chcieć więcej?
A kolejne plenery przed nami :)